Ostatnie wydarzenia na półwyspie Koreańskim są bardzo niepokojące i grożą destabilizacji regionu. Ostrzelanie wyspy Yeonpyeong kilka dni temu było jasnym sygnałem Phenianu, że reżim, choć ekonomicznie bardzo słaby i znajdujący się w coraz cięższej sytuacji wciąż jest silny militarnie i może realnie zagrozić południu.
W latach 90 Korea południowa i Stany Zjednoczone podjęły próbę reform na północy w zamian za wszelaką pomoc, środki finansowe i umożliwienie handlu. Chcieli oswoić ich z kapitalizmem na tyle, by ci zakończyli swój reżim i zaczęli się bogacić. Tak się jednak oczywiście nie stało, lecz kto wie, czy reżim Kimów nie upadłby do dziś gdyby nie te działania zachodu. KRL-D jest gospodarczo kulejąca, nie będąca w stanie wyprodukować nawet wystarczającej ilości żywności by wyżywić swych mieszkańców i zupełnie odizolowana od świata. Zachód musiał jednak liczyć się z tym, że reżim północy jest zagrożeniem nawet gdy dogorywa - mógłby wydać z siebie ostatni ryk i władze, wiedząc, że to jedyne wyjście, ruszyłyby na południe, by poprzez grabież wyżywić głodujące, buntowniczo nastawione masy.
Prawdopodobnie, jednym z celów ostrzelania wyspy Yeonpyeong, manewrów wojskowych północy i gróźb na arenie międzynarodowej jest właśnie wymuszenie uzyskania pomocy południa i państw zachodu: mają one wysłać Korei Północnej środki dzięki którym reżim utrzyma się, zaś władze KRL-D łaskawie nie zaatakują Seulu.
Dodatkowym powodem tego ożywienia może być chęć skłócenia zachodu i Chin. Korea Południowa i Japonia coraz głośniej mówią o konieczności posiadania własnych lub amerykańskich bomb i rakiet atomowych, w celu ochrony swojego terytorium przed Koreą Północną. To naturalnie spotyka się z ostrą reakcją Chin i Rosji, które pilnie strzegą swojej strefy bezpieczeństwa. Stawia to zachód w bardzo niezręcznej sytuacji, zaś Korea może się tylko cieszyć.
Na koniec muszę przyznać, że partia rozgrywana jest przez władze w Phenianie po mistrzowsku. Wiedząc, że ich ustrój jest tak nieudolny, że wręcz destrukcyjny i wiedząc, że jest jedynym środkiem umożliwiającym utrzymanie władzy przez grupkę oligarchów, dążą do życia kosztem państw bardziej wolnorynkowych. Ot komunizm wojenny po koreańsku, bez rozpoczynania wojny.


